Parafia pw. Miłosierdzia Bożego w Walkerville, RPA
Moja nowa parafia
Andrzej Otomański
W połowie lutego 2026 r. po ponad 35 latach mieszkania w Vanderbijlpark (leży w regionie RPA zwanym Vaal Triangle) i przynależenia do miejscowej parafii pw. św. Franciszka z Asyżu, przyjdzie mi się przenieść do Walkerville. Miejscowość ta, leżąca na samym południowym skraju obszaru Wielkiego Johannesburga jest związana z Polakami w podwójny sposób, więc gdy nasza prezes pani Marysia zasugerowała bym ciut o mojej nowej parafii napisał, niniejszym to robię, choć oczywiście będzie to wersja skrócona. Chętnych do dowiedzenia się o innych polskich aspektach związanych z parafią pw. Miłosierdzia Bożego zachęcam do spojrzenia w archiwum naszego portalu na miesiąc sierpień w 2022 roku i przeczytania artykułu Magdy Liberdy pt. „Dzień Żołnierza w Walkerville”. To tyle tytułem wstępu i teraz w tzw. telegraficznym skrócie przedstawię państwu historię parafii, jej pierwszego proboszcza oraz górującego nad parafią wzgórza, z którego rozlegają się widoki na kilkadziesiąt kilometrów.
Moja nowa parafia w Walkerville, RPA: Parafię pw. Miłosierdzia Bożego erygował w listopadzie 2009 r. abp Johannesburga Buti Thlagale mianując jej proboszczem polskiego salezjanina ks. Stanisława Jagodzińskiego, który po wcześniejszych pobytach misyjnych w Zambii i Malawi posługiwał w pobliskim ośrodku salezjańskim Don Bosco. Na samym początku były głosy wątpiące w sens powołania nowej parafii w miejscu, gdzie liczba wiernych w ciągu kilku pierwszych miesięcy sięgała 15-20 osób, ale widać tu było przenikliwość pasterza archidiecezji, gdy z czasem zwiększyła się do ok. 150 osób.
Drugi ważny etap w rozwoju parafii nastąpił 15.10.2011 r. gdy do Walkerville przybyły dwie polskie siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego; choć na nowej placówce siostry naturalnie się zmieniały, to mimo dorobienia się własnego domu zakonnego w Johannesburgu przy innym kościele, nadal są wierne swej starej parafii i tam posługują (obecnie są to siostry Damiana i Jakuba). Rangę parafii podniosło sprowadzenie przez ks. S. Jagodzińskiego z Łagiewnik relikwii s. Faustyny, dzięki czemu stała się ona miejscem pielgrzymkowym.
Ponieważ życie religijne i msze święte odbywały się w przebudowanym na te potrzeby domu, wiadomo iż proboszcz stanie przed sporym wyzwaniem jakim będzie budowa prawdziwego kościoła gdy parafinie nie należą do najbogatszych (3/4 to w większości ubodzy rdzenni mieszkańcy), więc zaczęło się szukanie sponsorów. Plany pięknego kościoła zrobił gratis jeden z polskich architektów i po napływie pierwszych funduszy położono fundamenty, lecz niestety sprawa stanęła w miejscu, bo główny sponsor, który obiecał całkowite finansowanie budowy okazał się defraudantem, przez 6 miesięcy żerującym na biednej parafii.
Wkrótce potem nastąpiła seria niewyjaśnionych całkowicie do dziś konfliktów, w które uwiązani byli sam ks. Stanisław, posługujący w parafii diakon, katechetka (oskarżona o prowadzenie nieortodoksyjnej katechezy i sprzeciwianie się poleceniom proboszcza) oraz prowincjał Salezjanów (podejrzany o należenie do masonerii). Jak mówi pewne przysłowie „siła złego na jednego”, w efekcie czego ks. Jagodziński został przeniesiony do typowo murzyńskiej parafii za Pretorią, zaś zniesmaczony kolejnymi konfliktami oraz brakiem stałego duszpasterza w parafii, arcybiskup B. Thlagale odebrał ją Salezjanom i przekazał księżom Werbistom, którzy posługują tam do tej pory.
Wypada tu dokończyć bolesną epopeję, która stała się udziałem ks. Stanisława, bo siły Zła podjęły próbę zwiedzenia go w nowej parafii fałszywym cudem eucharystycznym, nadszarpując jego reputację, zaś później miejscowi czarni parafianie, którzy nie chcieli białego księdza, zaczęli go podtruwać arszenikiem (wykazały to specjalistyczne badania przeprowadzone już w Polsce, gdzie ksiądz pojechał na leczenie w fatalnym stanie zdrowia). Niechętny ks. Jagodzińskiemu prowincjał salezjanów starał się doprowadzić do jego usunięcia z zakonu, w efekcie czego tymczasowo przeniósł się do innego zgromadzenia, do czasu rozstrzygnięcia sporu przez naczelne władze w Watykanie. Werdykt był korzystny dla ks. Stanisława, ale mimo moralnego zwycięstwa, podupadł tak na zdrowiu, iż przeszedł w Polsce na emeryturę zdrowotną (wcześniej podczas pobytu w Zambii i Malawi nie oszczędziły go też różne choroby tropikalne).
Ciekawym zakończeniem losów pierwszego proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego jest to, że gdy w połowie 2024 r. przyjechał z sentymentalną wizytą do RPA, to po tygodniu dostał w Walkerville zawału serca i tam zmarł, a w swym testamencie zastrzegł, by go pochowano w jego umiłowanej parafii, gdzie dziś w tzw. Murze Pamięci (znajduje się na szczycie wspomnianego wzgórza, poniżej kaplicy Najświętszej Maryi Panny, o czym opowiem dalej), znajduje się urna z jego prochami.
Drugi rozdział dotyczący tej szczególnej w RPA parafii, to kupno przez Stefana Heroka sąsiadującego, dużego kawałka górującego nad nią wzgórza, łącznie z jego szczytem. I wkrótce zaczęło się tam dziać…
Stefan (należący do SSRP) zaczął od budowy potężnego sierocińca dla małych, porzuconych dzieci bez rodziców (zwykle ofiary AIDS) i choć ze względów legalnych nie mógł być ich zbiorowym opiekunem, to do tej pory funduje im ubrania, pożywienie oraz inne wydatki. W pobliskiej miejscowości wybudował im nowy dom, gdzie mieszkają ze swym opiekunem, zaś planowany sierociniec u podnóża wzgórza zaczął służyć z sukcesem innym celom. Stał się bazą wypadową dla polskich harcerzy, którzy nieraz goszczą w krajach Południa Afryki, porządkując groby polskich kombatantów z czasów II wojny.
Do parafii, a potem do budynku byłego sierocińca, pełniącego obecnie rolę Domu Pielgrzyma, przeniosły się towarzyskie spotkania po uroczystości obchodów Dnia Wojska Polskiego (zwykle to najbliższa do 15 sierpnia sobota), zainicjowane przez byłą szefową organizacji polonijnej w Johannesburgu, śp. Basię Kukulską.
Dzięki staraniom Stefana, puste wzgórze zmieniło się nie do poznania. Po pierwsze, w stojącym tam już domu znalazły miejsce siostry służące w parafii, zaś Stefana ogarnął „religijny zapał inwestycyjny”, który miał swój konkretny wyraz. Tak więc pod koniec 2016 r. biskup pomocniczy Duncan Tsoke poświęcił wybudowaną przez Stefana kaplicę Najświętszej Maryi Panny, przyznając jej rzadki przywilej stałej obecności Najświętszego Sakramentu w tabernakulum, i to w tej kaplicy corocznie zaczynaliśmy oficjalnie obchody Dnia Wojska Polskiego od Mszy świętej (do kaplicy Stefan sprowadził z Jasnej Góry kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej).
Wkrótce pnącą się od podnóżka aż do szczytu wzgórza drogę, ubogaciły wspaniałe stacje drogi krzyżowej a sam szczyt został uwieńczony wysokim, podświetlanym nocą krzyżem (jego widok zniechęcił muzułmanów do postawienia na sąsiednim wzgórzu meczetu). Poniżej krzyża dla miłośników tej modlitwy pojawił się olbrzymi różaniec, zaś obok Domu Pielgrzyma Stefan ufundował kopię figury Chrystusa Pana Wszechświata stojącej w Świebodzinie (skala 1:10). By dopełnić tego obrazka, należy jeszcze wspomnieć o zbudowaniu Muru Pamięci z miejscami przygotowanymi na urny (spoczywają tam jak już wspomniałem m.in. prochy ks. Stanisława), a obok znajduje się Ciemnica Grobu Pańskiego.
Jak więc sami Państwo widzicie, skala i rozmach działalności Stefana Heroka, przynajmniej dla mnie, nie mają sobie równych i z tego względu, jest to naprawdę parafialny człowiek-instytucja, zasłużony nie tylko dla lokalnej społeczności wiernych, ale i dla Polonii oraz wizytujących Walkerville rodaków z Polski. Tak dla formalności muszę dodać, iż wśród tych odwiedzających „wzgórze św. Stefana” (tak je chyba trzeba będzie w przyszłości nazwać) był przyjaciel światowej Polonii Jan Dziedziczak, zaś w kwietniu 2022 roku odwiedził nas ówczesny szef Instytutu Pamięci Narodowej i obecny prezydent RP, Karol Nawrocki. Była także kiedyś ekipa TVP (to za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy) by nakręcić dokument o samej parafii oraz sierocińcu „Jutrzenka Nadziei” i działalności Stefana.
Moja nowa parafia w Walkerville, RPA
Wypada choć krótko uzasadnić dlaczego, i nie ukrywam tego, jestem podekscytowany przenosinami do parafii Miłosierdzia Bożego, a powodów tego jest kilka i właściwie opisałem je w powyższej króciutkiej historii parafii oraz związanej wokół niej aktywności Stefana i kilku wspomagających go osób (bo nawet taki tytan pracy jak on, potrzebuje zwykłych „pomagierów”, do których mam zaszczyt się zaliczać). Mogę tylko dodać, że poza wspaniałymi widokami otaczających nas zielonych wzgórz i czystym powietrzem jest jeszcze jeden aspekt tej mojej przeprowadzki, który mnie zmotywował, a jest on pośrednio związany z okresem lockdown’u i generalnie czasami szaleństwa wynikłego z „Operacji Kaszel-19” w 2020 r.
Wiadomo, że był to sprawdzian wiary i ufności Panu Bogu, którego nie zdało tak wielu zwykłych wiernych, księży i hierarchów Kościoła łącznie z papieżem Franciszkiem (nie zamierzam tu nikogo potępiać za te akty zwykłego ludzkiego strachu przed zarazą). Tym niemniej na ich tle skrajnym kontrastem jest postawa ówczesnego proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego, którą już wtedy często odwiedzałem, ks. Józefa ze Zgromadzenia Werbistów (jest z pochodzenia Hindusem, obecnie to prowincjał na cały region Afryki Południowej).
Tak więc gdy nasza grupa zapytała go podczas lockdown, gdy były znaczne kary finansowe za „nielegalne spotkania religijne”, czy nie odprawił by w niedzielę dla chętnych w kaplicy NMP na wzgórzu mszy świętej, odparł krótko: „Jestem kapłanem dla was i jeśli chcecie mojej posługi, to wam będę służył”. Zrobił to wbrew zakazowi swoich przełożonych i władz, cytując słowa Pisma, że „Najpierw trzeba słuchać Pana Boga”. Tak więc blisko mam parafię, gdzie w razie potrzeby mogę w 15 minut dojść na pieszo do kościoła, kaplicę z dostępną adoracją Najświętszego sakramentu, ośrodek polskości, wspaniałe widoki oraz zgraną grupę przyjaciół, to czy mogę mieć wątpliwości, że dokonany wybór relokacji do Walkerville i parafii Miłosierdzia Bożego jest właściwy? Pozostaje być bardzo wdzięcznym Panu Bogu za tę łaskę…
Zobacz również:

