Anatol Rychalski
Szlachcic spod Kijowa
Młodemu pokoleniu Poaków trudno jest wyobrazić sobie dzisiaj, że ziemia kijowska traktowana była przez wieki jako rdzennie polskie tereny Rzeczypospolitej. Nie były to ziemie okupowane bądź podbite ale naturalnie zasiedlone przed wieloma wiekami przez polskie rody szlacheckie. W owych czasach ziemie te nie miały właścicieli, czyli nie należały do nikogo. Zaludniał je lud koczowniczy, który najeżdżał, rabował i znikał.
W roku 2022 odszedł do Pana w Chicago jeden z ostatnich przedstawicieli szlacheckiego rodu Rychalskich wywodzącego się z ziemi kijowskiej. Pan Anatol Rychalski tak mówił o sobie:
Pochodzę z rodziny polskiej. Mimo tego, że się urodziłem na Ukrainie, ja z mojego punktu widzenia zawsze uważałem, że się urodziłem w Polsce. To kiedyś były polskie ziemie, ale ze względu na to, że granica Polski się przesuwała prawie co 20, 25 lat, myśmy zostali poza Polską, no i z tego względu cierpieliśmy.
Urodziłem się w Baranówce, koło Żytomierza. Baranówka składała się z ziem, które za czasów Unii Litewsko-Polskiej zostały zasiedlone przez polską szlachtę poprzez zupełnie normalne i naturalne panowanie nad ziemią, która nie należała w owych czasach do właścicieli ukraińskich. W owych czasach były to ziemie jeszcze nie zasiedlone, niezagospodarowane.
Rycerze polscy, którzy służyli Królowi otrzymywali prawo do zagospodarowania nadanej im ziemi. Czy to prawo było im nadane przez Króla, czy przemieniali te ziemie w pola uprawne poprzez osobisty wysiłek tego nie wiem. Kiedyś to wszystko była Polska, to przecież wszyscy wiemy. Po Unii Litewsko-Polskiej Polacy mieli prawo do ziem prawie od Bałtyku aż do Czarnego Morza.
Ziemie te Polska utraciła na rzecz Rosji w wyniku zaborów. Niestety rejon Żytomierza nie wrócił do macierzy w 1918 roku, gdy Polska odzyskała niepodległość. Rodzinne strony Anatola zostały wcielone jako Republika Ukraińska do Związku Sowieckiego. To właśnie wtedy, w wyniku rewolucji bolszewickiej, powstała Republika Ukraińska.
Kiedy w 1926 roku przyszedł na świat Anatol Rychalski wówczas to jego rodzina posiadała jeszcze cały, nienaruszony majątek, który pod rosyjskim panowaniem przetrwał rozbiory. Jak mówi Pan Anatol były to „ziemie, rzeki, lasy i Bóg wie co, to wszystko się ciągnęło przez 40 kilometrów z jednego końca do drugiego”.
W owych czasach protoplaści posiadali wielkie połacie ziemi. Jak każda rodzina dzielili się tą ziemią z potomkami. Dzielono ziemię między braci, siostry, potem ich dzieci i wnuki. I tak się rody rozprzestrzeniały. Pan Anatol wspomina:
Rozprzestrzenili się do tego stopnia, że to wszystko, co było wkoło nas, to wszystko należało do Rychalskich. Czy to był Stanisław czy Franek, to są mojego ojca bracia. Oprócz tego mój ojciec, Mikołaj, miał trzy siostry. One też po zamążpójściu ulokowane były w naszej okolicy. Ale te wszystkie grunty znajdowały się w rodzinie Rychalskich.
Gdy byłem jeszcze małym pacanem, wujek, brat mojego ojca, przyjeżdżał często w goście do nas. Oni się gościli, mieli fantastyczne wyprawy. Zjeżdżali się na takie rodzinne spotkania. Więc niektórzy przyjeżdżali jakieś 40 kilometrów, inni 60 kilometrów. W owych czasach szlachta zawsze miała dwa konie i taki dzwonek. Jak się jechało, to ten dzwonek dzwonił.
Na ziemi kijowskiej w tamtym czasie było dużo niemieckich kolonii. Były one dobrze zagospodarowane, tworzyły całe miasteczka, wioski. Caryca Katarzyna zapraszała i pozwalała Niemcom osiedlać się w tych rejonach w Rosji. Takich niemieckich kolonii mogło być nawet z tysiąc w tamtym czasie.
W przeciwieństwie do Niemców, Polacy byli w tym rejonie rozproszeni, gdyż posiadali wielkie połacie ziemi. Byli rozproszeni jakieś 10-15 kilometrów jeden od drugiego, może nawet więcej. Natomiast Niemcy żyli w skupiskach. W wyniku rewolucji bolszewickiej te wielkie posiadłości ziemskie zostały całkowicie zniszczone. Pan Anatol tak wspomina ten proces:
Więc to co jeszcze zostało, to się wszyscy tego trzymali kurczowo i nie wolno było ani protestować, ani coś narzekać, ani też potępiać sowiecki system. Ludzie żyli w takim zupełnym zaćmieniu i bojaźni.
A potem już przyszła pełna kolektywizacja i zaczęli już naprawdę odbierać nam ziemię i bogactwo. Wtedy zrobili mojego ojca stróżem w jego własnym majątku, nie miał prawa do niczego, tylko miał utrzymywać ten majątek przez jakiś okres.
Potem kazali mu skasować jego prawa do majątku i zrzec się wszelkich pretensji, więc musiał podpisać jakieś dokumenty. On wtedy uciekł. W lasach się chował przez rok jak nie więcej, a oni pomału wszystko nam zabierali. Ewentualnie tak wszystko zabrali, że nic nam nie zostało.
Mama Anatola nazywała się Aniela, z domu Skokowska. Pochodziła z rodziny krakowskiej. Znała bardzo dobrze język niemiecki, co uratowało rodzinie życie w czasie niemieckiej inwazji na Rosję w 1941 roku.
Anatol miał dwie siostry, Bronisławę i Ewelinę, oraz młodszego brata Longina. Więc była to duża rodzina składająca się z sześciu osób. Anatol tak wspomina dom rodzinny:
Nasz dom był potężny, drewniany. Miał ganek. I te pokoje były potężne. Ja jeszcze pamiętam, co mnie najbardziej imponowano to to, że podłogi były zupełnie białe. To znaczy one były z brzozy. Potem tam były te ogromne obory, gospodarstwa, gospodarstwa wielkie, więc olbrzymie budynki. Tam były i konie, i owce, i krowy, i świnie, i kury. Potężne pola otaczały to wszystko.
Z tego, co moja ciotka mówiła ten dom był wybudowany przed rewolucją, czyli w latach 1910-1915. Rodziny to tak planowały, że jak syn, matka czy córka odchodziły, to ojciec dawał im 150, czy 200, czy 300 hektarów na własność i oni tam zasiedlali te ziemie. Wówczas ci młodzi budowali swoje gospodarstwo, swoje domy. Wiem, że każdy z nich był bardzo bogaty.
Prześladowania ludności polskiej na tych terenach zaczęły się zaraz po rewolucji bolszewickiej. Prześladowanie były skierowane głównie na właścicieli ziemskich gdyż celem rewolucji było zniszczenie ludzi bogatych.
Do lat 30-tych, do tysiąc dziewięćset dwudziestego dziewiątego roku to jeszcze wszystko było jako tako, wspomina Pan Anatol.
Komunizm nie był jeszcze zorganizowany do tego stopnia, żeby komuniści już mieli całkowitą władzę nie tylko nad posiadłościami, ale nawet nad życiem ludzkim. Więc wtedy jeszcze można było lawirować.
Z tego co pamiętam, mój dziadek i wszyscy jego bracia mogli jeszcze kogoś przekupić, albo załatwić niektóre rzeczy i uspokoić te koczownicze bandy, które się ogłosiły władzą komunistyczną.
Początkowo panował wielki chaos. Ale kiedy Stalin się zorientował, że nie tylko Polacy, ale też Ukraińcy i inne grupy broniły się przed komunizmem, wtedy postanowił, żeby się pozbyć wiekszości ludności na tych terenach, czyli zniszczyć tzw. Christianity, jak to komuniści nazywali. Wtedy dopiero nastąpiły straszne prześladowania. Były one groźne gdyż prowadziła je już władza sowiecka a nie przypadkowe bandy, które uzurpowały sobie pretensje do władzy. Więc kiedy już się komuniści zorganizowali, wtedy dopiero zaczęli wprowadzać swoje porządki. Pan Anatol tak wspomina ten okres:
Zaczęli wprowadzać bardziej szkodliwe zarządzenia. Po pierwsze o tym się mówiło bardzo, bardzo rzadko. Tak na prawdę nie potrafię wyrazić w języku polskim, nie mogę przedstawić tej całej atmosfery, w której się wtedy żyło. Atmosfera była absolutnie niewolnicza. Słów ludzie nie mieli prawa wypowiedzieć. W rodzinie nikt nawet nie rozmawiał.
Nawet paliło się wszystko, dokumenty czy jakieś starożytne dowody, które miałyby świadczyć o jakichś powiązaniach z Polską. To wszystko zostało zniszczono do tego stopnia, że nawet ci ludzie, rodzice nie mieli czasu opowiadać nic swoim dzieciom, nie mieli kiedy i żyło się tak jak, bo ja wiem, jak w piekle. Ja to pamiętam.
Wszystko było w pogoni, wszystko było w bojaźni. To jest zrozumiałe o tyle, że jeżeli komuś coś się odbiera, i to nie odbiera się powiedzmy portfela z pieniędzmi, tylko się odbiera całą jego historię rodzinną, odbiera się życie, odbiera się wszystko, na co ludzie tam przez wiele wieków pracowali, to w takich warunkach człowiek traci nawet psychiczną równowagę.
Wtedy zainteresowania żadnego człowiek już nie okazuje niczym. Wtedy jest ważne, aby tylko przeżyć, w jakiś sposób kogoś uratować, w jaki sposób coś uratować, w jakiś sposób kogoś przekupić, jak biskup w jakiś sposób kogoś ukoić.
W drugiej połowie lat trzydziestych sytuacja się znacznie pogorszyła, stała się wręcz dramatyczna. Wówczas to pozbawiono wszystkich Polaków majątków, w tym rodzinę Rychalskich. Wiele osób zostało rozstrzelanych w czasie kolektywizacji.
Ojciec Anatola miał szczęście, że wtedy ocalał. Po prostu przekupywał różnych urzędników. Jednak chociaż robił, co mógł, to i tak w końcu mu powiedziano, że albo podpisze zrzeczenie się majątku, albo jego rodzina będzie zniszczona. Pan Anatol tak wspomina to wydarzenie:
Więc wtedy już był koniec. Pamiętam, że my jako dzieci na wiosnę chodziliśmy po polach, odkopując zmarznięte kartofle. W końcu przyjechali po nas i załadowali na furmankę. Nic nam nie wolno było wziąć. Wszystko co zostało było rozgrzebane, rozkradzione, rozgrabione.
Zawieźli nas na stację, wsadzili do pociągu. Słoma była na podłodze. Tam były podwójne prycze. No i jechaliśmy tak prawdopodobnie jakieś trzy tygodnie. Jeżeli ludzie widzieli taki film Żiwago, tak to wyglądało. Gdy patrzyli na ten film to widzieli wagon. Jak ja się patrzyłem na ten film, to widziałem moją własną podróż. Tylko, że ja zauważyłem, że w filmie Żiwago w tym wywożeniu ludzi na Sybir oni mieli piec. My pieca nie mieliśmy.
To była jesień. Nie tak późna, może początek jesieni. Ale nas rozładowali, kiedy było już zupełnie zimno. I taka tam była dezolacja wokół nie do pomyślenia. To było za Dniepropietrowskiem, niedaleko od granicy Kazachstanu.
Sami Polacy byli wywożeni, sami tak zwani ziemianie, czyli bogacze. Tam Ukraińców nie było. Sami Polacy, sami Polacy.
Gdy wyrzucili nas z tego wagonu przywitał nas chłód. Byliśmy w bardzo zaniedbanym stanie zdrowotnym i higienicznym po podroży w tym wagonie. Mój ojciec jednak miał siłę. Niezrozumiałe dla mnie jest, jak to mogło się stać. On był takim człowiekiem ze stali. To ojciec był naszym rycerzem, taki wytrzymały. Przywieźli nas to do wioski. Nazywała się Hutor Mikołajewka. Tam nas zostawili.
To był bodajże trzydziesty drugi, trzeci rok. Wtedy jeszcze w dalszym ciągu na Ukrainie był straszny głód. My głodowaliśmy, ale tylko przez jakiś krótki czas i to nie dlatego, że nie umieliśmy sobie radzić tylko dlatego, że wszystko nam zabrali, absolutnie wszystko.
Pokrzywy jedliśmy. Jak pokrzywy zaczęły rosnąć to była fantastyczna pomoc, bo zrywało się młodą pokrzywę i gotowało się z tego zupę.
W roku 1937 Sowieci rozpoczęli kolejną krwawą operacje. Ponieważ Polacy stawili największy opór kolektywizacji i ateizacji 11 sierpnia 1937 roku komisarz ludowy NKWD Nikołaj Jeżow wydał rozkaz aby wymordować 150 tysięcy mężczyzn polskiego pochodzenia przebywających w Związku Sowieckim. Rozpoczęła się masowa akcja eksterminacji Polaków zwana Operacją Polską. W ramach tej akcji sowieckie NKWD wymordowało w latach 1937-1938 ponad sto tysięcy Polaków. Ojciec Anatola stał się jedną z tych ofiar. Anatol tak wspomina ten dzień, kiedy przyjechali po ojca:
Przyjechali do nas z takim czarnym wozem. Oni to nazywali Czarny Woron. Ja wtedy byłem już w szkole ale wpadłem do domu żeby coś zjeść.
To było w lutym. U mnie wszystko się układało albo 12 września albo 12 lutego. Co ciekawe, pamiętam tego 12 lutego doskonale. Przychodzę do domu i widzę ten wóz. Policjant stoi przy tym wozie. Wchodzę do mieszkania, a tam też już dwóch policjantów przesłuchuje ojca w drugim pokoju. Matka tylko wyszła i powiedziała do mnie „Synu, myślę, teraz już jesteśmy wykończeni.”
Ale ja jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy, że ojca zabiorą. Więc wróciłem do szkoły, bo tam było jakieś przedstawienie, próba. Wracam późno a mój brat płacze. Co się stało? pytam. Zabrali ojca, bez niczego. Tak jak stał. A matka wzięła co mogła, wzięła bieliznę na zmianę i poleciała za nim ale nawet jej nie dopuścili. Tam był taki punkt zbiorowy, bo tam było 6 rodzin polskich.
Zabrali wszystkich polskich mężczyzn z okolicy. Zabrali Rozbickiego, Wasilewskiego, Wiechowskiego. To były same polskie nazwiska. Tam było siedem polskich rodzin, 7! Wtedy wszystkich mężczyzn z tych rodzin zabrali.
I to był już koniec dla nas. Orzekli nas wrogami narodu. Ludzie, którzy są uznani za wroga narodu są pozbawieni wszelkich praw.
Moja matka biegała po całym świecie szukając sposobu, żeby z ojcem się spotkać. Ale jej się nie udało. Nawet na piechotę chodziła wiele kilometrów, w takich wiosennych roztopach, w błocie po kolana. Tam przecież dróg nie było.
Gdy tatę zabrali tego 12 lutego i nie pozwolili nam się w ogóle z nim skontaktować to od tego momentu ślad po ojcu zaginął i kompletnie nie wiedzeliśmy co się z nim stało. Dopiero po wielu latach dowiedzieliśmy się przez moją ciotkę, która napisała list do Kijowa z pytaniem co się stało z ojcem. Mam nawet ten list od NKVD ukraińskiego. W tym liście napisali, że Rychalski został rozstrzelany w 1938 roku.
Pytaliśmy o miejsce pochowku, ale powiedzieli, że niestety nie mogą podać miejsca pochówku dlatego, że był pochowany w masowym grobie.
W 1943 roku Anatol wraz z matką i siostrą w dramatyczny sposób wydostali się z nieludzkiej ziemi, a po wojnie w 1949 roku Anatol wyjechał do Stanch Zjednoczonych, gdzie ukończył polski uniwersytet Alliance College w Pensylwanii. W USA ożenił się z Janiną z domu Lepszy, córką Oficera Katyńskiego, która również przeszła przez deportacje wgłąb nieludzkiej ziemi.
Po studiach Anatol rozwinął wspaniałą karierę zawodową. Dostał pracę w firmie US Steel, najpierw w miejscowości Gery pod Chicago, a potem został przeniesiony do Pitsburga. Tak wspomina ten okres.
Zrobiłem dużo dobrej roboty tu w Chicago, jeżeli chodzi o konstrukcje tych tzw. wieżowców. W każdym miałem swoją rękę. Potem wybudowałem ten słynny pomnik Picassa na Daley Plaza.
To się rozniosło po całym świecie. Dało mi to jakieś poważanie, że jestem kimś, że już czegoś dokonałem. Z czasem zostałem dyrektorem generalnym, dyrektorem od planowania i projektowania to znaczy generalnym menedżerem całej firmy.
Pan Anatol Rychalski, wspaniały polski szlachcic spod Kijowa, wielki polski patriota, wielostronnie utalentowany biznesmen, artysta, rzeźbiarz i pisarz, odszedł do Domu Ojca 29 marca 2022 roku w Chicago.
Swoje doświadczenia ze straszliwych lat sowieckiego zniewolenia zawarł w książce autobiograficznej zatytułowanej „Lives without Smiles”. Pozostawił nam ponadczasowy przekaz humanizmu i siły przetrwania w obliczu bezmiaru okrucieństw sowieckiej Rosji.
Pozostawił nam też bogaty dorobek twórczy i artystyczny. Jako dyrektor generalny do spraw projektowania i planowania w czołowej amerykańskiej korporacji United States Steel kierował projektem przekształcenia makiety rzeźby Picassa w 15-to metrowego stalowego giganta. Rzeźba ta w 1967 roku stanęła w centrum Chicago na Daley Plaza, stając się symbolem tego miasta.
Pan Anatol jest też twórcą wielu wspaniałych portretów, m.in. portretu Jana Pawła Drugiego oraz wielu innych obrazów, jak na przykład „Walczący Bracia” „Ptaki”, czy „Cierpiąca Matka”.
Obszerny wywiad z Anatolem Rychalskim zatytułowany „Anatol Rychalski, Polsko-Amerykański Szlachcic spod Kijowa, 1926-2022” można znaleźć na YouTube pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=erxdX7nCR1M
Maria Szonert Binienda

