Moje recenzje: Wojciech Roszkowski – Historia chrześcijaństwa (VII)

Close-up of an elderly man in a blue suit and tie with glasses, in a formal ceremony setting inside a large arched venue with a crowd and ceremonial guards in colorful uniforms.

Wojciech Roszkowski – Historia chrześcijaństwa (VII)

Andrzej Otomański

W poprzednim odcinku podjąłem temat Soboru Watykańskiego II, przedstawienia wydanych wtedy dokumentów oraz konsekwencji wprowadzanego w życie aggiornamento, idei Jana XXIII o przystosowaniu się Kościoła do świata współczesnego, co tak chętnie podchwycili moderniści katoliccy, powołując się na mityczny stwór, tj. Ducha Soboru. Nie chcę się tu za dużo rozpisywać o tej sprawie bo poświęciłem temu cykl pt. „Demoniczny duch Vaticanum II” i jeśli ktoś z Czytelników pragnie sobie całą sprawę przypomnieć, to zachęcam do odszukania artykułów temu poświęconych w archiwum portalu SSRP.

Zamykając niejako temat Vaticanum II, mogę tylko przywołać bolesną lekcję jaką odebrał od katolickich postępowców papież Paweł VI, po wydaniu encykliki Humane vitae w lipcu 1968 r. w której korzystając obficie z pracy bp Karola Wojtyły „Miłość i odpowiedzialność” (1960) podjął kwestie związane z seksualnością człowieka w kontekście osoby ludzkiej.

Jak pisze prof. Roszkowski „Papież w encyklice ukazał zdrowy rozwój miłości, od zmysłowości poprzez sublimację uczuć aż po rozwój miłości duchowej które to stadia są możliwe do osiągnięcia tylko w związku sakramentalnym. Dlatego Paweł VI nie tylko odrzucił aborcję, co wydawało się oczywiste, ale skrytykował też sztuczne metody kontroli urodzeń”.

Papież całkiem przekonany o słuszności swych tez, został głęboko poruszony reakcją jaką encyklika wywołała w kręgach katolickich i szczególny ból sprawiła postawa części biskupów z Austrii i Niemiec, którzy w swych oficjalnych deklaracjach stwierdzili, że „Encyklika nie jest oznaką Bożej opieki nad Kościołem, ale dowodem niezrozumienia przez papieża potrzeb współczesnego człowieka” i pozostawili sumieniu wiernych ocenę, czy i jak stosować środki antykoncepcyjne. Szokiem dla Pawła VI był zapewne też wydany w 1968 r. tzw. Katechizm Holenderski promujący otwarcie agendę homoseksualną, prawo kobiet do wyświęcania, zniesienie celibatu i tym podobne postępowe „wynalazki”.

Efektem tego wszystkiego była rosnąca liczba rozwodów, presja na Kościół o unieważnienie małżeństw i rezygnację z doktryny o jego nierozerwalności. Z czasem w nominalnie katolickich krajach, pod wpływem permisywnej propagandy zaczęła wzrastać drastycznie liczba aborcji i pojawiły się naciski aktywistów homo (geje i lesbijki) na akceptację ich „wyboru egzekwowania popędu płciowego”. Właściwie można powiedzieć, że jednym pozytywnym dokonaniem pontyfikatu papieża Pawła VI była wspomniana encyklika, bo resztę można skrytykować za jego nijakość i brak zdecydowanej akcji dyscyplinującej wobec osób konsekrowanych (w tym biskupów i teologów) wykraczających daleko poza Magisterium Kościoła.

Pozytywna odmiana, choć nie we wszystkich dziedzinach niedomagań Kościoła, nastąpiła wraz z objęciem Tronu Piotrowego przez kard. Karola Wojtyłę, który przyjmując imię Jan Paweł II nawiązał do dziedzictwa swych poprzedników. Przede wszystkim od razu dało się zauważyć nowy styl działania wynikający z „medialności” i aktywności nowego papieża, który w odwiedzanych krajach (ponad 100 w ciągu 27 lat) wywoływał entuzjazm tłumów, a na początku wydał dwie encykliki będące teologicznym fundamentem swego pontyfikatu: Redemptor hominis (1979) i Laborem exercens (1981).

Dzięki mediacjom Watykanu i przy wsparciu lokalnej hierarchii podpisano porozumienia w konflikcie granicznym między Argentyną i Chile, nastąpiło ewolucyjne przejście od dyktatury do demokracji na Filipinach, Nikaragui i kilku krajach Afryki. Nie ma tu miejsca by historię tę przypominać, ale raczej wszyscy znamy znaczenie i efekty pielgrzymki papieża do Polski w 1979 r. oraz jego współdziałanie z prez. USA R. Reaganem w obaleniu komunizmu („nagrodą” był zamach na Ojca Św. dokonany w maju 1981 r.)

Jan Paweł II duże znaczenie nadał ewangelizacji krajów III Świata wobec zagrożenia wypływającego z „teologii wyzwolenia”, do której odniósł się wydając w 1984 r. instrukcję opracowaną przez swą prawą rękę, czyli kard. Józefa Ratzingera kierującego Kongregacją Doktryny Wiary. Papież poddał krytyce uleganie wpływowi zasady walki klas i akceptację przemocy jako metody działania, co spotkało się ze sprzeciwem części kleru. Poza tym narastał opór wobec zdecydowanego podtrzymania przez niego negatywnego stanowiska wobec aborcji, eutanazji czy kapłaństwa kobiet, zaś „postępowi” teologowie kwestionowali nawet prawo papieża do orzekania co mieści się w ramach doktryny wiary a co nie. Odpowiedzią papieża był zwołany pod koniec 1985 r. Nadzwyczajny Synod, który ustalił granice politycznego zaangażowania duchownych, podkreślił rolę kobiet w Kościele i ochronę życia poczętego oraz potępił konsumpcyjny styl życia.

Niestety nie doszło do porozumienia z integrystami, odrzucającymi postanowienia Vaticanum II i gdy w czerwcu abp Marcel Lefebvre wyświęcił 4 biskupów bez zgody papieża, ten go ekskomunikował, co było pierwszą schizmą w XX w. Krytykę wywołało też międzyreligijne spotkanie w Asyżu w 1986 r. Jan Paweł Wielki, jak go zaczęto nazywać po śmierci, zapoczątkował w 1986 r. tradycję kontynuowaną przez swych następców tj. światowych dni młodzieży katolickiej odbywających się co 1-2 lata w różnych krajach. W marcu 1995 r. papież wydał encyklikę Evangelium vitae będącą głosem w obronie ‘kultury życia’ stojącej w opozycji do ogarniającej świat Zachodu „kultury śmierci”, a maju ogłosił Ut unum sint apelującą o jedność chrześcijan.

Jedną z ważniejszych była też wydana w 1998 r. Fides et ratio dowodząca, że wiara i rozum nie są przeciwstawne a komplementarne zaś odchodząc od wiary kultura europejska doprowadziła do zanegowania roli rozumu. Encyklika za Katechizmem Kościoła zdecydowanie wykluczyła dowolność interpretacji roli sumienia podkreślając, że sumienie nigdy nie jest upoważnione do legitymizacji wyjątków od absolutnych norm moralnych, zabraniających czynów ze swej istoty złych ze względu na ich przedmiot.

Mimo postępującej choroby Parkinsona, Jan Paweł II do samego końca wypełniał swą misję głoszenia Pana Jezusa jako Zbawcy ludzkości, wzywając wielokrotnie zagubioną ludzkość: „Nie lękajcie się ! Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Jego proces kanonizacyjny (w trakcie którego zbadano i rozwiano wszelkie wątpliwości o rzekomej tolerancji dla pedofilii w Kościele, co nie wyklucza zbytniego zaufania wobec pewnych hierarchów) zakończył się w kwietniu 2014 r. ogłoszeniem jego świętości.

Następcą „polskiego papieża” został „pancerny kardynał”, czyli Józef Ratzinger, przyjmując też znaczące imię Benedykt XVI i podobnie jak poprzednik na Stolicy Piotrowej, jego pontyfikat był naznaczony przez szereg wyzwań, przed którymi nie mógł uciec. Wiadomo, że po okresie czasowej fascynacji Vaticanum II przyszły papież, zwłaszcza po ocenie rezultatów działania ducha Soboru stał się konserwatystą, diagnozując tak stan zastanego Kościoła u progu swego pontyfikatu: „Prawdziwy problem Kościoła to nie ubytek jego członków, lecz zanik wiary. To wygaśnięcie świadomości chrześcijańskiej powoduje kryzys, letniość i oziębłość w modlitwie i liturgii, zaniedbanie misji”. I tradycyjni katolicy docenili jego postawę, encykliki Deus caritas est, Spe salvi i Caritas in veritae osiągnęły milionowe nakłady a wypowiedzi Benedykta XVI znalazły się na pierwszych stronach gazet.

Nowy papież wprowadził do Watykanu trzeźwość myślenia, koncentrację na rzeczach istotnych, odrzucając efekciarstwo zrezygnował z ucałowania ręki. Inne jego działania były mieszaniną postępowo-konserwatywną, bo tak jak JP II przemawiał w meczecie, wziął udział w nabożeństwie ewangelickim, ale do historii przejdzie też za Summorum Pontificum (lipiec 2007) dokument pozwalający kapłanom ponownie odprawiać ważną przecież od wieków Mszę rytu Trydenckiego bez proszenia o zgodę biskupa. Niesłuszne i krzywdzące są zarzuty, iż zrobił za mało w sprawie skandali seksualnych, bo jeszcze jako prefekt za JP II podjął kroki zmierzające do wyjaśnienia konkretnych przypadków i ukarania winnych. Już jako papież usunął z kapłaństwa 400 księży i zdefiniował prawno-kościelne zasady, by pociągnąć do odpowiedzialności hierarchów sprzeciwiających się prowadzonym działaniom, a w sprawach finansowych zlecił sprawdzenie i reorganizację Banku Watykańskiego.

Mimo intelektualnej potęgi umysłu, będąc znakomitym teologiem nie stworzył własnej koncepcji doktryny, lecz konsekwentnie strzegł Magisterium i Tradycji, zaś w swoim dziele „Jezus z Nazaretu” z naukową sumiennością i mistycznym realizmem oczyścił zabrudzony przez „postępowców” wizerunek Jezusa Chrystusa by na nowo przedstawić Go ludzkości.

Jak pisze biograf Benedykta XVI Peter Seewald „Nikt poza nim nie przynależał przez ponad 30 lat do elity zarządzającej największą i najstarszą instytucją na świecie. Wypowiedzi podczas Soboru, ożywienie doktryny oraz oczyszczenie i konsolidacja Kościoła uczyniły go nie tylko odnowicielem wiary, lecz jako teologa na Stolicy Piotrowej jednym z najwybitniejszych papieży. Wraz z Benedyktem XVI zakończyła się pewna era, a 8 lat jego pontyfikatu minęło jak wielkie rekolekcje, których Kościół potrzebował by umocnić wewnętrzną twierdzę i wzmocnić duszę”. Niestety to umocnienie „wewnętrznej twierdzy”’ było wyrazem optymizmu bo po niepodziewanej (i raczej nieprzekonującym wielu z wiernych wytłumaczeniu tej decyzji) rezygnacji z urzędu władzę w Kościele objęły siły, które na swój czas czekały i przygotowywały się do tego od dziesięcioleci, a ich zewnętrznym liderem był nowy papież Franciszek.

Instrumentalna w wyborze kard. Jorge Bergoglio była grupa modernistycznych hierarchów zwana „Mafią z St. Gallen” o czym krótko prof. Roszkowski pisze tak: „Tropiciele korzeni ‘liberalnej rewolucji’ Franciszka przypominają, że jezuita kard. Carlo Martini mówił, iż Kościół musi nadrobić 200 lat zapóźnienia od Rewolucji Francuskiej.

Kard. Godfried Danneels ujawnił że od 1996 r. spotykała się w St. Gallen w Szwajcarii grupa hierarchów, którym nie podobał się umiarkowanie zachowawczy kurs Jana Pawła II i pragnęli jego zmiany, przygotowując się do ewentualnego wyboru nowego papieża”. Wiadomo, że wyselekcjonowali i wspierali potem metropolitę Buenos Aires J. Bergoglio, którego wybór musieli odłożyć wobec konsensusu kardynałów elektorów o wyborze J. Ratzingera po śmierci JP II. Ponieważ w trakcie pisania książki trwał pontyfikat Franciszka prof. Roszkowski wiele o nim nie pisze, zaznaczając tylko krytyczne informacje.

Tak więc bez głębszego rozpisywania się i wgłębiania w analizę dokonań oraz zbytniej chronologii, autor poddaje krytyce decyzję papieża o „normalizacji” stosunków z Chinami i tamtejszym oficjalnym Kościołem co nie zapobiegło prześladowaniom „podziemnych katolików”, pomijając cierpienia i ofiary jakie ponosili za trwanie w wierności Stolicy Piotrowej. Od początku swego pontyfikatu Franciszek zaczął wygłaszać kontrowersyjne opinie podczas tzw. samolotowych konferencji prasowych, ze słynnym „kim ja jestem by osądzać”, odnoszącego się do odmowy krytyki aktywnego homoseksualizmu.

Dalej były szokujące nominacje do Papieskiej Akademii Życia, gdzie zaprosił ateistów czy jawną zwolenniczkę aborcji Emmę Bono, bo „ona wiele robi dobrego dla Afryki”. W encyklice Laudato Si zajął się ochroną środowiska i ujął za biednymi wykluczonymi tego świata, ale zarazem poparł budowanie nowej globalnej ekonomii opartej na Agendzie 2030 z jej kontrolą urodzeń i „prawami reprodukcyjnymi kobiet”, czyli po prostu aborcją. Dziwi też w tym kontekście zmiana w Katechizmie dotycząca kary śmierci jako niedopuszczalnej, ponieważ jest „zamachem na nienaruszalność i godność osoby” tak jakby aborcja i eutanazja nie były tego skrajnymi przypadkami (wyszła tu słaba formacja teologiczna papieża).

Dodam już od siebie, bo prof. Roszkowski to litościwie pominął, że niektóre kolejne działania Franciszka część tradycyjnych hierarchów zakwalifikowała do heretyckich i zaczęło się to od adhortacji Amoris laetitia zezwalającej na przyjmowanie Komunii przez rozwodników aktywnych seksualnie w drugich związkach.

Choć Franciszek mówił o demokratyzacji procesu decyzyjnego w Kościele, włącznie z Watykanem i osobą papieża, to był tego antyreklamą, gdy bojkotował apele i prośby hierarchów i wybitnych ludzi Kościoła o wyjaśnienie swoich kontrowersyjnych posunięć ograniczając się nieraz do sarkastycznych komentarzy jako odpowiedzi na zasadne pytania i wątpliwości.

Jednak rekordem była jawnie heretycka deklaracja z końca grudnia 2023 r. Fiducia supplicans którą ogłosił kard. V. Fernandez (ideowy mentor papieża) nakazująca błogosławienie związków homoseksualnych przez kapłanów. Tylko masowe wypowiedzenie posłuszeństwa przed stosowaniem wytycznych z dokumentu przez biskupów Afryki ( i niestety nieliczne protesty z innych krajów) spowodowało złagodzenie „interpretacji” i odejście od przymusu na „zalecenie”, co nie zmienia faktu, iż jest to wbrew nauczaniu moralnemu Kościoła.

W. Roszkowski jeden z końcowych rozdziałów pt. „Wietrzejąca sól?” zaczyna tak: „Odpowiedź na pytanie o przyszłość Kościoła nie jest prosta, bo (…) obraz religijności współczesnych społeczeństw o korzeniach chrześcijańskich jest bardzo skomplikowany i niejednoznaczny, a (…) dane liczbowe nie w pełni ujawniają problemy, jakie napotyka Kościół we współczesnym świecie”. I trudno z taką mini-diagnozą dyskutować.
Autor wskazuje dalej na zewnętrzne przyczyny powodujące kryzys: masową dechrystianizację kulturową, wrogie Kościołowi siły atakujące społeczność wiernych i poddających w wątpliwość samą wiarę a religię za wartość nieistotną. Zauważa też wewnętrzne przyczyny, jak to że w samym Kościele nastąpiła erozja wiary i zatraceniu jego misji oraz obrony jej prawd, zamieszanie wywołane przez niespójny przekaz doktrynalny płynący od papieża i hierarchów.

W tym miejscu trzeba też przywołać uruchomiony przez byłego papieża tzw. Proces Synodalny (wystartował pod naciskami Niemców, których na Mszę św. niedzielną uczęszcza 6.6%), na którego zakończenie się nie zapowiada (chyba, że uciąłby go radykalnie nowy papież-tradycjonalista na co się nie zanosi). Sprawa jest raczej znana, przypomnę więc nie tyle o groźbie, co postępującej już protestantyzacji Kościoła, która jeśli zostanie sfinalizowana pod koniec 2028 r. oznaczać będzie zagładę Kościoła takiego jaki znamy. Oczywiście otwartym pozostaje pytanie, jak nowy pontyfikat papieża Leona XIV wpłynie na dalsze dzieje Kościoła…

W konkluzji autor zauważa, że kryzys, jaki obecnie Kościół przechodzi, nie jest niczym nowym i w historii swej przeszedł ich wiele w postaci rozmaitych schizm, herezji, usiłowań „podboju” politycznego i ideowego oraz laicyzacji, po rozłamach prawosławno-protestanckich i różnych atakach wewnętrznych, nie doprowadzi jednak do jego zagłady. To optymistyczne zapatrywanie opiera on na tym, iż mimo składania się z grzesznych ludzi, to wszak jego istnienie do końca czasów jest zagwarantowane przez samego Jezusa Chrystusa, gdy zapowiedział, że moce piekielne nie przemogą Jego Kościoła, który jest święty z racji swego Boskiego Założyciela jako Jego Świątynia.

Ta gwarancja jest oczywiście pocieszająca, tym niemniej należy tu przypomnieć o 2 rzeczach. Pierwsza to ostrzeżenie dotyczące tych, którzy prześladują i chcą zniszczyć Jego Kościół w kontekście pytania, które postawił Pan Jezus Pawłowi na drodze do Damaszku: „Dlaczego Mnie prześladujesz?”, co bez żadnych wątpliwości, czyni znak równości między Chrystusem i Jego Kościołem. Druga sprawa dotyczy tego w jakim stanie jakościowym i ilościowym będzie Kościół przy Paruzji oraz pamiętnego pytania Pana Jezusa: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę gdy przyjdzie?”

Ta groźna wątpliwość samego Chrystusa daje dużo do myślenia, będąc raczej zapowiedzią wierności i wytrwania tylko „Reszty”. No i jest jeszcze los tych, którzy stają się powodem zgorszenia (tj. kamień młyński i do morza). Ale to już jest całkiem inna historia…

Dwutomowa, bogato ilustrowana „Historia chrześcijaństwa” prof. Wojciecha Roszkowskiego to ok. 1300 stron, a mimo to bez żadnej krytyki z mojej strony, można powiedzieć, że zaledwie „śliznął się po temacie” i nie może być inaczej, bo rzeczywista historia liczyłaby kilkanaście tomów. Proszę sobie uświadomić: dwa tysiące lat istnienia Kościoła, setki krajów, w których przyszło mu istnieć, tysiące ludzi, którzy przewinęli się przez jego historię. Autor wybrał więc opcję nie napisania suchej encyklopedii (stąd nie zasypuje Czytelnika ogromem dat, choć wiadomo, że te ważne muszą się pojawić), lecz historii ludzi i wydarzeń związanych z dziejami Kościoła.

Niestety z przyczyn technicznych (tylko 7 części) musiałem pominąć „ludzki aspekt” w „Historii”, a jest on bardzo obszerny i ciekawy, prezentując ludzi, którzy historię Kościoła tworzyli, czyli zwykłych wiernych, świętych, papieży, hierarchów etc. Nie będzie to wyrazem jakiejś kurtuazji pod adresem tego wybitnego naukowca, jeśli powiem, że jego dzieło jest tak porywające, iż czyta się dosłownie „jednym tchem”. Gorąco polecam, by te dwa tomy znalazły się koniecznie w Państwa księgozbiorze.

Andrzej Otomański

+ posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *