Historia pewnego nawrócenia

Black-and-white portrait of a man in a white lab coat with shelves of bottles in the background

Alexis Carrel, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny zdecydował się odrzucić wyznawany przez niego ateizm, gdy w Lourdes na własne oczy zobaczył cud uzdrowienia swojej pacjentki umierającej na gruźlicę otrzewnej. Po nawróceniu A. Carrel zrozumiał, jak aktualne są słowa Pisma Świętego: „Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga”(Mdr 13.1); „Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista potęga oraz Bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy”(Rz 1.20). Kto? Ci, „…którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta”(Rz 1.20).

Poniższa relacja opiera się na artykule ks. Mieczysława Piotrowskiego TCh


Alexis Carrel urodził się w 1873 r. w znanej i zamożnej rodzinie w Sainte-Foy; jego rodzice byli właścicielami fabryki włókienniczej. Gdy miał 5 lat umarł mu ojciec i na barkach matki spoczęła odpowiedzialność za wychowanie trójki dzieci. Pani Carrel była osobą głęboko wierzącą i uczyła swe dzieci prawd wiary oraz moralności katolickiej. W wieku lat 12 Alexis przystąpił do I Komunii Św. a w szkole oo. Jezuitów zaczął wykazywać wybitne zdolności w naukach ścisłych.
Po zakończeniu wstępnego roku studiów Alexis decyduje się podjąć specjalizację w chirurgii na Wydziale Medycznym Uniwersytetu w Lyonie. Odznacza się tam wybitnymi zdolnościami, ma niezwykle bogatą wyobraźnię twórczą i pragnie doskonalenia swych umiejętności, poznawania i odkrywania tajemnic ludzkiego organizmu. Bardzo szybko zdobywa umiejętność przeprowadzania najtrudniejszych operacji chirurgicznych, nieustannie doskonaląc technikę operowania. W tym celu pobiera nawet lekcje haftu, by wkrótce osiągnąć taką wprawę, że jego zszycia ran były prawie niewidoczne; jako pierwszy opracował metodę zszywania arterii. W 1901 r. po zakończeniu specjalistycznych studiów otrzymuje tytuł dr. medycyny i zaczyna wykładać anatomię oraz publikować artykuły, wygłaszać odczyty i prowadzić badania. Jego nowe metody operowania z powodu zazdrości, nie cieszyły się przychylnością środowiska naukowego.

W okresie studiów A. Carrel zafascynował się filozofią kwestionującą możliwość poznania istnienia Boga, który stał się dla niego wytworem ludzkiej świadomości, a nie realnym <samoistnym Istnieniem> i Stwórcą – jedynym źródłem istnienia całej rzeczywistości. Alexis uwierzył, że Boga nie ma i człowiek sam może decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Wszystko, czego nie można było udowodnić na drodze doświadczenia i rozumowania, nie miało dla niego żadnej wartości. Nie uświadamiał sobie wtedy, że utrata wiary w Boga jest największym nieszczęściem i dramatem ludzkiego życia. Jego matka bardzo cierpiała z powodu ateizmu swego syna; starała się go przekonać do wiary w Boga, opowiadając mu o objawieniach Matki Bożej w Lourdes i modląc się o jego nawrócenie (w tym czasie katolicka prasa wiele miejsca poświęcała cudownym uzdrowieniom). Carrel szczerze szukał prawdy i dlatego nie odrzucał z góry tych informacji, lecz pragnął osobiście je zbadać i ocenić ich wiarygodność. Po przeczytaniu książki E .Zolli „Lourdes”Carrel był przekonany, że cudowne uzdrowienia są spowodowane przez autosugestię. Natknął się również na opinię przeciwną dr G. Boissarie, szefa Biura Orzeczeń Lekarskich w Lourdes, gdzie gromadzona była dokumentacja medyczna wszystkich naukowo niewytłumaczalnych uzdrowień, które się tam dokonały. A. Carrel przyznał, iż były tam opisane uzdrowienia zasługujące na dokładne badania, ale był przekonany, że nauka je wyjaśni, dlatego zdecydował się pojechać do Lourdes i samemu zbadać sprawę.

3 maja 1903 r. Alexis zostaje poproszony, by jako lekarz towarzyszył pielgrzymce 300 chorych. Przed wyjazdem Carrel zbadał najbardziej chorych, a wśród nich 21-letnią Marie Bailly w ostatnim stadium grużlicy otrzewnej (co skrupulatnie zanotował). Podczas podróży Carrel miał okazję długo rozmawiać z księdzem od 25 lat organizującym coroczne pielgrzymki do Lourdes, i wg którego za każdym razem z grupy ok. 300 chorych, blisko 60 doznawało łaski uzdrowienia.

Natomiast pozostali chorzy wracali do domu umocnieni w wierze i radośni, z przekonaniem, że ich cierpienie staje się wielką łaską gdy jest ofiarowane Chrystusowi. Jeżeli chorzy jednoczą się z cierpiącym Jezusem, wyjaśniał ksiądz, to wtedy dostępują łaski współuczestnictwa w Jego cierpieniu za zbawienie świata, przyczyniając się do nawrócenia grzeszników i ateistów, ratując ich przed wiecznym potępieniem. Alexisowi nie wierzącemu w Boga, a tym bardziej w cuda, świadectwo księdza wydawało się bardzo niewiarygodne. Jednak mimo wszystko był otwarty na szukanie prawdy, pisząc tak: „Jeśli w Lourdes zachodzą jakieś zjawiska nadprzyrodzone, jak to nam podają pobożne kroniki, cóż łatwiejszego, jak je zbadać bezstronnie i podejść do nich bez uprzedzeń, jak do chorego lub doświadczenia laboratoryjnego”.

Na początku podróży Carrel musiał dać zastrzyk morfiny M. Bailly, która nie mogła usiąść, pluła krwią, często wymiotowała, jej brzuch był mocno spuchnięty. Cierpiała bardzo i dużo się modliła, szczególnie prosiła o nawrócenie kuzyna, dziennikarza, który był ateistą. Marie miała przeświadczenie, że w Lourdes ona sam zostanie uzdrowiona, a jej kuzyn się nawróci. Lekarze i najbliżsi sprzeciwiali się wyjazdowi, jednak w końcu ulegli, traktując to jako spełnienie przedśmiertnej prośby. Carrel musiał jej dawać kolejne dawki morfiny na uśmierzenie bólu; stwierdził wtedy, iż Marie ma wysoką gorączkę, opuchnięte nogi oraz wzdęty brzuch z dużym obrzękiem wypełnionym wodą; były to typowe objawy zapalenia otrzewnej na tle gruźliczym. Alexis wiedział, że w każdej chwili Marie może umrzeć.

Po dotarciu pociągu do celu, swoją wielką radość pielgrzymi wyrazili modlitwą i głośnymi śpiewem; Carrel był zdumiony żarliwą wiarą chorych, bo pomimo wielkiego zmęczenia wszyscy byli radośni i pełni wiary w uzdrowienie. Wśród nich był szkolny kolega Carrela, który jako ochotnik ofiarnie usługiwał chorym; Alexis podziwiał jego prostą, dziecięcą wiarę, ale z politowaniem patrzył na ludzi wierzących, będąc przekonanym, iż żyją w świecie urojonym. Jednak w głębi serca, pod skorupą ateizmu tliło się cierpienie spowodowane niepewnością i niespełnionym pragnieniem miłości mocniejszej niż śmierć. Kolega ten opowiadał Carrelowi o cudownych uzdrowieniach, które widział na własne oczy; Alexix tłumaczył je siłą sugestii emanującą z rozmodlonego tłumu wiernych, i że były to przypadki uzdrowień ze schorzeń urojonych, a nie rzeczywistych.

Wtedy kolega opowiedział mu o Piotrze de Rudder, który został przygnieciony przez pień drzewa i doznał złamania ze zmiażdżeniem kości piszczelowej oraz strzałkowej uda. Przez 8 lat kość de Ruddera nie chciała się zrosnąć, dolna część nogi wisiała jak strzęp, utworzyła się ropiejąca rana odsłaniająca złamanie. 7.04.1875 r. Piotr doznał łaski natychmiastowego, całkowitego uzdrowienia po modlitwie we flamandzkiej świątyni poświęconej Matce Boskiej z Lourdes. Ten spektakularny cud zrośnięcia się kości został udokumentowany zdjęciami rentgenowskimi. Carrel przyznał, że to uzdrowienie jest tajemnicze, ale wg niego również w takich wypadkach należy zachować sceptycyzm. „Gdyby istniał Bóg, to cuda są możliwe”, stwierdził Carrel, „ale ponieważ Bóg nie istnieje, to naukowe badania w przyszłości wyjaśnią także tego typy przypadki”. Carrel był pewny, że cud to absurd; mówił, iż pojechał do Lourdes, by być dobrym przyrządem rejestracyjnym, a gdyby na własne oczy zobaczył nagłe uleczenie z choroby organicznej jak odrośnięcie amputowanej nogi, zniknięcie raka, czy coś podobnego, to wtedy uwierzyłby w cud i istnienie Boga. Wskazał na Marie, która umierała i powiedział: „Gdyby ta kobieta wyzdrowiała, byłby to prawdziwy cud. Uwierzyłbym wtedy we wszystko i został mnichem”.

Jeszcze przed udaniem się z chorymi do Groty Objawień Carrel podszedł do łóżka Marie by ją zbadać. Dziewczyna była w stanie krytycznym: nie mogła mówić, oddychała z trudnością, jej serce słabło, tętno było szybkie i nierówne, brzuch rozdęty – klasyczny przypadek agonii spowodowanej gruźlicą otrzewnej. Alexis nie chciał się zgodzić na przewiezienie Marie do Groty Objawień, jednak usilne prośby jej opiekunki przekonały go, że byłoby okrucieństwem odmówić spełnienia jej największego pragnienia. Dr Carrel przez cały czas towarzyszył jej razem z 2 lekarzami i kolegą ze szkoły. Chorą nie zanurzono w wodzie źródlanej, tylko ją pokropiono, przykryto kocem i położono przed Grotą. Patrząc na zsiniałą, trupio bladą twarz umierającej 21-letniej dziewczyny Alexis wzruszony zaczął spontanicznie wypowiadać słowa: O Panno Święta jakże chciałbym wierzyć jak ci wszyscy nieszczęśliwi, że to Źródło Cudowne nie jest tylko tworem naszej wyobraźni! Uzdrów tę biedną dziewczynę, ona zbyt wiele wycierpiała. Daj jej szansę żyć, a mnie daj wiarę. Jeśli ona wyzdrowieje, co wydaje się absurdem, spraw, bym mógł uwierzyć.

Rozpoczęło się nabożeństwo; prowadzący je ksiądz zachęcił wszystkich, aby w błagalnym geście wznieśli swoje ręce ku niebu i prosili o uzdrowienie z najbardziej niebezpiecznej choroby ducha prowadzącej do utraty życia wiecznego, a jest nią odrzucenie Boga i upodobanie w grzechu. Ksiądz wzywał do modlitwy o uzdrowienie z różnych chorób ciała, apelując by całkowicie podporządkować się woli Bożej. Dr Carrel patrzył na leżącą na noszach Marie i zauważył, że z jej twarzy zaczęły znikać sine plamy a jej policzki stopniowo nabierały rumieńców; nie dowierzał własnym oczom. Stwierdził, że jej puls i oddech się uspokoiły; czuł, iż jest świadkiem nadzwyczajnego wydarzenia. Na jego oczach twarz Marie nabierała życia a opuchnięty brzuch wracał do normalnego stanu; Alexis z napięciem obserwował zachodzące zmiany i notował swe spostrzeżenia. Serce młodej kobiety biło bardzo spokojnie, a oddech był już normalny. Na pytanie: „Jak się czujesz?”, odpowiedziała: Czuję, że jestem uzdrowiona.

Marie wypiła szklankę mleka i sama się podniosła; dr Carrel z wrażenia zaniemówił. Stało się coś niepojętego – oto był naocznym świadkiem natychmiastowego, cudownego uzdrowienia umierającej kobiety. Zaraz poszedł zgłosić ten przypadek w Biurze Medycznym a potem udał się do hotelu by zbadać uzdrowioną. Kiedy szedł, widział wielu chorych, którzy nie zostali fizycznie uzdrowieni, ale mimo to ich twarze promieniowały tajemniczym szczęściem. Alexis nie zdawał sobie wtedy z tego sprawy, iż był to znak ich duchowego uzdrowienia, pogodzenia się z wolą Bożą i ofiarowania swego cierpienia Bogu na zbawienie świata.
Kiedy Carrel stanął przy łóżku Marie, osłupiał ze zdumienia: zobaczył ją zdrową i uśmiechniętą – Panie doktorze, jestem zupełnie uzdrowiona, oznajmiła z radością dziewczyna. Carrel podał ją szczegółowemu badaniu: tętno miała regularne, ciało białe i gładkie, brzuch płaski, na którym nie było śladów nabrzmienia i twardej masy, przepona brzuszna normalna.

Całkowity powrót do zdrowia: z medycznego punktu widzenia był to bezsporny fakt. Badania Marie powtórzyli też dwaj inni lekarze, którzy potwierdzili całkowite wyzdrowienie; wszyscy nie mieli wątpliwości, że byli świadkami wielkiego cudu. Ten cud, którego Alexis był świadkiem, stanowił dla niego duchowy i intelektualny wstrząs oraz uświadomił mu istnienie rzeczywistości, która wymyka się poznaniu zmysłowemu. Dr A. Carrel zrozumiał, że metody nauk empirycznych ograniczają się wyłącznie do badania rzeczywistości materialnej, natomiast istnieje duchowy wymiar rzeczywistości, tak samo realny jak ten poznawany zmysłami, którego można doświadczyć tylko na gruncie wiary. Dr Alexis Carrel w wielkiej pokorze zaczął się modlić do Matki Najświętszej: Na mój brak wiary odpowiedziałaś niezwykłym cudem. Nie potrafię zrozumieć tego, co się stało z chorą, i wyzbyć się zwątpienia. Ale największym moim pragnieniem jest uwierzyć bez żadnej dyskusji i krytyki.

To, co Carell uważał dotąd za absurd, stało się faktem, wszystkie jego dotychczasowe teorie całkiem się rozleciały; była to dla niego wielka lekcja pokory. Już nie patrzył z politowaniem na modlących się pielgrzymów; czyż bowiem ich modlitwa nie jest otwarciem się na działanie wszechmocy samego Boga? Natychmiastowe odrzucenie ateizmu przez Carella nie było wszak takie proste, w jego sercu rozpętała się dramatyczna walka. Przychodziły mu myśli, że jednak mógł ulec złudzeniu i pomylić się w diagnozie. Odrzucił je, bo uzdrowienie dokonało się na jego oczach, było naturalnym doświadczeniem laboratoryjnym; kwestionowanie tego faktu byłoby skrajną nieuczciwością i kłamstwem. Nasunął mu się oczywisty wniosek: tego rodzaju uzdrowienie nie dokonało się siłami natury, lecz mocą Boga. Miał jednak zasadniczy problem: jak przyjąć rzeczywistość wiary, jak otworzyć się na nieogarnioną tajemnicę niedostępną poznaniu naukowemu? Nie ma żadnego dowodu, że Bóg istnieje – myślał Carrel – i że Najświętsza Panna jest tylko tworem naszej wyobraźni. Wydaje mi się trudną rzeczą udowodnić, iż Bóg istnieje, ale również niemożliwe jest zaprzeczenie Jego istnienia. Jak to się dzieje, że niektórzy wybitni naukowcy, jak np. L. Pasteur potrafią pogodzić wiarę w nieomylność nauki z wiarą w Boga?”

Carrel siedział przed Grotą Objawień i zmagał się ze sobą do godz. 2 w nocy; w końcu zdecydował się wejść do kościoła przepełnionego modlącymi się pielgrzymami. Ukląkł obok starego wieśniaka i z głębi swej zbolałej duszy zaczął prosić: „Panno Najświętsza, ucieczko nieszczęśliwych, na mój brak wiary odpowiedziałaś niezwykłym cudem. Nie umiem go pojąć i wyzbyć się zwątpienia. Największym mym pragnieniem i celem wszystkich dążeń jest wiara niezachwiana. Przyjmij mnie, grzesznika, znękanego pogonią za błędnymi światłami. Pod twardą opoką mej pychy intelektualnej żyje najpiękniejszy ze wszystkich snów choć niestety jeszcze tłumiony – by wierzyć w Ciebie i kochać Cię tak, jak kochają Cię zakonnicy o duszy nieskazitelnej”. Po tej modlitwie Carrel poczuł niesamowity pokój oraz pewność, że jest Bóg, który go bezwarunkowo kocha. Pisał: „Skoro dusza skłoni się ku Bogu, znajdzie spokój i zamieszka w Bogu, a Bóg zamieszka w niej. Bóg jest poza wszelkim zrozumieniem i poznaniem. Ale tam, gdzie rozum nie ma dostępu, pragnienie i miłość są dopuszczone”. To był przełomowy moment jego życia; zrozumiał, iż skarbem największym jest dla człowieka wiara w Boga, który w Jezusie Chrystusie stał się prawdziwym człowiekiem, oraz wiara w największy cud, jakim jest Zmartwychwstanie Chrystusa. O dar wiary trzeba się modlić codziennie. Alexis uwierzył w realną obecność Chrystusa w Eucharystii; uwierzył, że Jezus jest Bogiem, drugą Osobą Trójcy Świętej, że zmartwychwstał i jest obecny w Kościele katolickim, nauczając, uzdrawiając, uwalniając z niewoli grzechów tych wszystkich, którzy w sakramencie pokuty przyjmą dar Jego Miłosierdzia.

Znakiem każdego autentycznego nawrócenia jest całkowite posłuszeństwo Chrystusowi, który żyje, uzdrawia i naucza w Kościele. A. Carrel pisał: „Wierzę we wszystko, czego naucza Kościół i nie jest to dla mnie żadną trudnością gdyż nie znajduję żadnej sprzeczności pomiędzy faktami naukowymi i nauczaniem Kościoła”. Uznał swoją całkowitą zależność od Boga, w konsekwencji poddał Jego świętej woli swój rozum, wolę i całe swe postępowanie. W jego notatkach z tego okresu zachowała się następująca modlitwa: „Panie, pokieruj moim życiem gdyż zagubiony jestem w ciemnościach. Boże mój jakże żałuję, że nic nie zrozumiałem z życia, starając się rozumieć sprawy, które na próżno człowiek stara się zrozumieć. Życie nie polega na rozumieniu, lecz na miłości, niesieniu pomocy drugim, na modlitwie i pracy. O spraw, mój Boże, by nie było jeszcze za późno!” Przeglądając rejestry cudownych uzdrowień w Biurze Medycznym, Carrel widział nazwiska lekarzy, swoich kolegów, którzy bali się przyznać, iż byli w Lourdes, aby nie potraktowano ich jak nawiedzonych głupców. Gazety lansowały wtedy opinię, że to co się dzieje w Lourdes, jest wielkim oszustwem; również dla Alexisa zaangażowanie w sprawę uzdrowień mogło stać się przeszkodą na drodze kariery naukowej, ale mimo to nie uległ pokusie – był zdeterminowany by świadczyć o poznanej prawdzie, bez względu na konsekwencje. Dr Carrel z pełnym przekonaniem podpisał raport medyczny opisujący natychmiastowe, całkowite uzdrowienie umierającej 21-letniej Marie Bailly; po powrocie do domu opublikował w miejscowej gazecie artykuły na ten temat. Zaraz po tym, został brutalnie zaatakowany w prasie przez antyklerykalnych polityków oraz środowisko profesorów. Jego ezpośredni przełożony oznajmił mu, że po publikacjach o cudzie nie ma dla niego miejsca na uniwersytecie, chyba że odwoła to wszystko co napisał o Lourdes. A.Carrel nie poszedł na kompromis, wolał przerwać swą karierę, niż ulec temu szantażowi i sprzeniewierzyć się prawdzie.

Alexis został zwolniony z pracy i kilka miesięcy później, w maju 1904 r. wyjechał do Kanady. W 1906 r. przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie w Instytucie Rockefellera bardzo szybko stał się jednym z najlepszych naukowców zespołu badawczego. Prowadził badania na zwierzętach, opracowując nowe techniki operacyjne, zwieńczone wielkim sukcesem, np. operując naczynia krwionośne dziecka i ratując je przed śmiercią. Zabieg ten, Journal of American Medical Association odnotował jako wyjątkowy; dr Carrel przeprowadzał doświadczenia transplantacji całych organów u zwierząt. Z embrionów zwierzęcych uzyskał substancję pozwalającą na utrzymanie przy życiu tkanek lub organów poza organizmem. Te eksperymenty spowodowały dokonanie w medycynie wielkiego przełomu, dając podstawy do przeszczepów organów ludzkich, operacji serca itd. Za te osiągnięcia dostał w 1912 Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii.

Alexis kiedy tylko mógł, odbywał pielgrzymki do Lourdes, by się tam modlić i dziękować za dar wiary, ale jako naukowiec dalej badał tajemnicę cudownych uzdrowień. W 1910 r. podczas pielgrzymki, był świadkiem spektakularnego cudu odzyskania wzroku przez dziecko niewidome od urodzenia. Tego samego dnia, idąc na modlitwę do Groty Objawień, poznał młodą kobietę opiekującą się owym cudownie uzdrowionym dzieckiem. Pani de la Meyrie pochodziła z arystokratycznej rodziny, a po śmierci męża poświęciła się pracy charytatywnej i wychowaniu kilkuletniego syna. Alexis nawiązał z nią znajomość, która szybko przerodziła się we wzajemną miłość i doprowadziła do zawarcia sakramentu małżeństwa.

Po wybuchu I wojny światowej, Carrel wraz z żoną wracają do Francji, angażując się do służby sanitarnej na froncie. Carrel był zaszokowany barbarzyństwem, które tam zobaczył; tak pisał w jednym z listów: „Trzeba, by państwa neutralne wiedziały, jaką to kulturę Niemcy niosą światu. Niemiecka armia dokonuje niewybaczalnych zbrodni; jestem wręcz zdumiony, jak ten kraj, dla którego uczonych mam największy podziw, łączy olbrzymi rozwój intelektualny z moralnością godną prymitywnego barbarzyńcy”. Dr Carrel jest świadkiem wielkiej liczby zgonów spowodowanych przez gangrenę i różne choroby zakaźne; pragnie temu zaradzić. Wspólnie z profesorem chemii Dakinem wynajdują nowy roztwór antyseptyczny do zwalczania infekcji i leczenia ran. Wynalazek ten znacząco przyczynił się do zmniejszenia liczby amputacji; metodę tą bardzo szybko zaczęto stosować na całym świecie. Po wojnie Alexis z rodziną wraca do Nowego Jorku. W Instytucie Rockefellera, po 5 latach wspólnej pracy z K. Lindberghiem (słynnym konstruktorem i pilotem) w 1935 r. skonstruowali pierwsze sztuczne serce, które podczas operacji utrzymywało przy życiu organy oddzielone od organizmu. W tym czasie Carrel pisze książkę „Człowiek. Istota nieznana”, która staje się światowym bestsellerem.

Alexis Carrel był przekonany, że współczesna cywilizacja zagubiła wartości duchowe i dlatego nie przynosi ludziom szczęścia. Aby uchronić się przed samozagładą, ludzkość powinna się otworzyć na „Istotę będącą źródłem wszystkiego, ku tej potędze i ośrodkowi siły, którą mistycy chrześcijańscy nazywają Bogiem”. Ostrzegał: „Niedorozwój moralny często idzie w parze z wysoką inteligencją, co sprawia, że moralnie niedorozwinięci są szczególnie niebezpiecznymi członkami społeczeństwa. Moralność jest zbiorem zasad, których ludzie powinni przestrzegać, jeśli chcą przetrwać i jako jednostki, i jako gatunek. Ludzie wierzący powinni postępować według zasad moralności chrześcijańskiej niewierzący natomiast – winni być posłuszni podobnym zasadom, ponieważ zasady te są powinnością każdej istoty obdarzonej rozumem, zdolnej do zastanowienia się nad sposobem, w jaki świat jest zorganizowany”.

Ostatnią swoją książkę, napisaną przed śmiercią w 1944 r. Alexis poświęcił potędze modlitwy; pisał że przez modlitwę człowiek może nawiązać osobową relację miłości z Bogiem, „co staje się dla nas źródłem najpotężniejszej energii życiowej. Każdy kto zdołał wyrobić w sobie zwyczaj regularnej, rzetelnej modlitwy, odczuwa że całe jego życie ulega ogromnej przemianie. Zwyczaj modlitwy wyciska trwałe piętno na całokształcie naszego zachowania; zaczynamy widzieć samych siebie i nasze błędy. Zaczynamy odczuwać żenujący rozwój naszego samolubstwa, pustotę swej zarozumiałości, bezcelowość zachcianek, małostkowość naszych trosk i niepokojów. Rozwija się w nas poczucie odpowiedzialności moralnej i umysłowej pokory. Rozpoczyna się nasza pielgrzymka do Źródła łaski”.

Całkowite oddanie się Bogu, najpełniej było widoczne w jego życiu przez codzienną, wytrwałą modlitwę, w regularnej spowiedzi, częstej Eucharystii i ofiarnej służbie bliźnim. Przygotowywał się na spotkanie z Bogiem w chwili swojej śmierci, zdając sobie sprawę, iż wtedy odbędzie się sąd i zdecyduje się wieczność w niebie lub piekle. Do siebie odnosił ostrzeżenia Pisma św.: „Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon zbierze życie wieczne”. Modlił się tak: „Panie, pokieruj moim życiem, gdyż gubię się w ciemnościach. Uczynię wszystko, czym Twoja wola mnie natchnie. Boże, nim zamkniesz księgę mojego życia, daj mi dostąpić tej łaski, bym wyczytał w niej to, czego jeszcze nie wiem. Życie moje było pustynią, albowiem Cię nie znałem. Spraw, by mimo jesieni pustynia ta zakwitła. Niech każda chwila tych dni, które mi jeszcze pozostały, Tobie zawsze będzie ofiarowana. O nic więcej dla siebie nie proszę jak tylko o Twą łaskę. Niech w rękach Twych stanę się jak dym niesiony wiatrem. Oświeć mnie, Panie, jak pomoc tym, których kocham. W Twoje ręce, Panie, oddaję bez reszty całą nicość moją”.

Na swoją śmierć Alexis Carrel przygotował się przez spowiedź, Eucharystię i sakrament chorych. Odszedł do wieczności w Paryżu 5 listopada 1944 r. Cudowne uzdrowienia w Lourdes, których był naocznym świadkiem, odczytał jako znaki wzywające go do nawrócenia i wskazujące na istnienie niedoświadczalnej zmysłowo rzeczywistości Boga. Bezkompromisowość w poszukiwaniu prawdy i uczciwość naukowa sprawiły, że Alexis Carrel odrzucił ateizm i uwierzył w Jezusa Chrystusa. Każdemu człowiekowi Bóg daje czytelne znaki aby się nawrócił i przyjął dar zbawienia; jednak znaki te nikogo nie zniewalają. Spotykając się ze znakami, cudami, nadzwyczajnym działaniem Boga, człowiek pozostaje wolny ponieważ w tych tajemniczych wydarzeniach jest wystarczająco dużo argumentów dla tego, kto ma dobrą wolę, by uwierzyć, i wystarczającą ilość niewiadomych dla tych, którzy uwierzyć nie chcą. Człowiek jest wolny i może Bogu powiedzieć „Nie”, ale na sądzie w chwili śmierci nie będzie mógł się wymówić od winy, jeżeli świadomie i dobrowolnie odrzucił łaskę wiary i dar życia wiecznego.

+ posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *