Wyrok Śmierci – Unieważniony
Fragment książki “Null and Void.”
W słoneczne popołudnie mój Mitsubishi z lekkością mknie po błękitnych liniach autostrady, sprawnie zbliżając się do zjazdów prowadzących w kierunku roboczych dzielnic Cleveland, największego miasta stanu Ohio położonego nad jeziorem Erie. Zwalniając, pozostawiam w tyle przelotową arterię i zapuszczam się w boczne uliczki przemysłowej dzielnicy miasta. Mijam stare fabryki z czerwonej cegły, warsztaty naprawcze, i stalownię. Przed moimi oczami rozciąga się szeroka dolina gęsto pokryta kolorowymi kontenerami do ciężarówek. Na horyzoncie wznoszą się kontury starych zwodzonych mostów rozrzuconych nad rzeką Cuyahoga, dla których czas się dawno zatrzymał, pozostawiając je w pozycji stojącej.
Jestem lekko przejęta. Czy jest to efekt krajobrazu, który mnie otacza, czy może spotkania, które mnie czeka? Myślami wybiegam do starych fotografii, na których widnieją groteskowe kontury zburzonej Warszawy sterczące ze styczniowego śniegu. Takie widma zburzonej Warszawy z zimy 1945 roku czasami nawiedzają mnie niespodziewanie. Tym razem jednak widmo ruin Warszawy staje mi przed oczami nie bez przyczyny. Właśnie jadę na spotkanie z osobą, która brała udział w Powstaniu Warszawskim. Za chwilę spotkam starszą panią, która jako młoda dziewczyna walczyła z Hitlerowcami w płomieniach dogorywającej stolicy.
Historia Haliny Zwinogrodzkiej Junak sięga szczytów ludzkiego cierpienia, jakiego współczesny człowiek jest zdolny zadać drugiemu człowiekowi. Dla tych, którzy doświadczyli niemiecko-stalinowskiego systemu opresji, śmierć mogła okazać się łatwiejsza. U progu trzeciego milenium, Pani Halina jest jedną z niewielu jeszcze żyjących uczestniczek Powstania Warszawskiego.
To hasło Powstanie Warszawskie ma dla mnie mistyczne znaczenie. Jako przedstawicielka powojennego pokolenia Warszawiaków o powstaniu dowiadywałam się jedynie z rzadkich komentarzy ostrożnie i uroczyście wypowiadanych przez starszych przy okazji rodzinnych spotkań. Gdy temat ten pojawiał się na ustach moich krewnych, rzucali badawcze spojrzenie wokół siebie i obniżali głos, jakby wyjawiali śmiertelny sekret.
Zryw Warszawy do walki o wolność i godność – największy w czasie drugiej wojny światowej i jeden z największych zrywów wolnościowych w tej wojnie – przez pół wieku nie znajdował miejsca w książkach historycznych. Podobnie jak aktorzy tych dramatycznych wydarzeń, Powstanie Warszawskie zostało oddelegowane do zapomnianych kart historii, gdyż było niewygodne politycznie zarówno dla komunistów, jak i dla aliantów, a dramat Warszawy był tak wielki, że doprowadzał do irytacji i drażnił sumienie.
Dzisiaj tragedię Powstania Warszawskiego otacza wręcz mistyczne uszanowanie. Oficjalna wersja wydarzeń zarówno w Polsce jak i zagranicą nadal uparcie tkwi przy radzieckiej interpretacji wydarzeń, która traktuje Powstanie Warszawskie jako nieodpowiedzialny i błędny wybryk garstki niekompetentnych i żądnych władzy przywódców reakcyjnego Rządu Polskiego. W rzeczywistości jednak Powstanie Warszawskie jest dla koalicji alianckiej jednym z najbardziej kompromitujących wydarzeń drugiej wojny światowej.
Ta dramatyczna bitwa pochłonęła ponad dwieście tysięcy ofiar, w większości ludność cywilną Warszawy, czyli spowodowała więcej ofiar wśród ludności cywilnej niż oba ataki nuklearne na Hiroshimę i Nagasaki razem wzięte. Po wojnie Powstanie Warszawskie okryte było grubą warstwą historycznych kłamstw, przeinaczeń i niedomówień. Przez ponad sześćdziesiąt lat ta monumentalna bitwa o Warszawę skazana była na historyczny niebyt po obu stornach Atlantyku. Jednak Powstanie Warszawskie powoli wyłania się z historycznego niebytu. Świadectwo bohaterstwa obrońców Warszawy, skrupulatnie ukrywane, ignorowane bądź przeinaczane i dyskredytowane przez dziesiątki lat, wybuchło ze wzmożoną siłą po 1989 roku, gdy Polska odzyskała niepodległość.
Nieprzemijająca wielkość obrońców Warszawy, która rośnie w siłę wraz z upływem czasu, znajduje swoje uosobienie w historii Pani Haliny. Kładąc na szalę swoje młode życie za wolność ojczyzny, Halina była więziona, torturowana, psychicznie niszczona, upokarzana, wyzywana od zdrajców i bandytów, traktowana jako najgorszy wróg demokratycznej Polski – tej samej Polski, dla której ryzykowała swe młode życie w ogniu powstańczej Warszawy – aż w końcu skazana na karę śmierci za zdradę stanu.
Losy patriotycznej młodzieży z pokolenia Haliny Zwinogrodzkiej stanowią wstrząsający symbol paradoksu historii. Polacy, którzy najdzielniej walczyli przeciwko Niemcom, byli najbardziej prześladowani przez reżim komunistyczny. Obrońcy Warszawy, którzy przeżyli niemiecki szturm na stolicę, ostatecznie zostali napiętnowani przez sowieckich wyzwolicieli Warszawy jako faszyści, kolaboranci nazistowscy, antysemici i zdrajcy, a następnie wymordowani. Proces, jakiemu zostali poddani, był prosty. Siły radzieckie, które wkroczyły na ziemie polskie w drodze na Berlin, formalnie ogłaszając wyzwolenie spod okupacji hitlerowskiej, w rzeczywistości przyniosły okupację radziecką.
Nowi najeźdźcy rozpoczęli swoje rządy w Polsce od szkalowania i dyskredytowania polskiego ruchu narodowowyzwoleńczego w celu zniszczenia wszelkiej opozycji do nowej władzy radzieckiej. Moskiewscy agenci rozpętali kampanię propagandową niszczenia polskich patriotów w oczach opinii publicznej, przedstawiając ich jako nazistowskich kolaborantów, faszystów, zdrajców i szpiegów zachodniej reakcji. Utworzony przez radzieckich okupantów system wymiaru sprawiedliwości Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej niebawem rozpoczął masową likwidację członków polskiego ruchu niepodległościowego, zarzucając im współpracę z wrogiem i zdradę stanu.
Wkrótce po kapitulacji Niemiec obrońcy Warszawy, legendarni bohaterowie polskiego podziemia, stanęli przed wojskowymi trybunałami, w których zasiedli w imieniu Polaków radzieccy agenci, aby od tych de facto okupantów radzieckich otrzymać wyroki kary śmierci za wrogą działalność wobec Państwa Polskiego. Aby spotęgować siłę oddziaływania tej politycznej farsy, cyniczni, samozwańczy radzieccy „wyzwoliciele” na rozprawach trybunałów wojskowych występowali jako niezawiśli sędziowie ubrani w mundury Wojska Polskiego z eleganckimi haftowanymi stójkami u kołnierza i czterobocznymi rogatywkami na głowach. Agenci radzieccy występujący w imieniu Polaków używali tych samych polskich symboli narodowych, za które miliony Polaków oddały życie w walce z okupantem hitlerowskim, aby tych nielicznych patriotów, którym udało się przeżyć piekło hitlerowskie, skazać na karę śmierci za zdradę stanu w imieniu “wolnej” Polski!
Zwycięski Związek Radziecki wykończył polski ruch niepodległościowy z łatwością. Ich zwycięstwo to wydawało się być całkowite i nieodwracalne. Radzieccy zarządcy Polski skrupulatnie przygotowali i skutecznie wdrożyli szaleńczą, absurdalną i cyniczną ofensywę propagandową, która pozwoliła im na oczach całego świata i rzekomo w majestacie prawa wymordować resztki polskiego ruchu oporu. Niemalże udało im się wymazać z pamięci narodowej bohaterów Powstania Warszawskiego i Armii Krajowej, skazując najbardziej patriotycznych Polaków na wieczne zapomnienie w hańbie i niesławie.
Ten radziecki punkt widzenia tak głęboko został wryty w świadomość społeczną, że nawet po sześćdziesięciu latach wielu Polaków obstaje przy narzuconym przez okupanta negatywnym wizerunku Powstania Warszawskiego i polskiego ruchu oporu. Jednak siła moralna obrońców Warszawy jest nie do pokonania. Możliwe, że potrzeba będzie wysiłku kilku pokoleń dociekliwych i odważnych umysłów, aby przywrócić prawdę o polskim ruchu oporu tak podstępnie i cynicznie przeinaczoną. Historia bez wątpienia przywróci bohaterom Powstania Warszawskiego ich należne miejsce w historii. Ich zwycięstwo moralne stało się już faktem.
Mój samochód zostawia w tyle rozległą dolinę wypełnioną po brzegi kontenerami. Przejeżdżam nad kolejną autostradą i zatrzymuję się na światłach przy kościele Świętej Barbary. Ten niewielki kościółek z czerwonej cegły stanowi bramę wjazdową do robotniczej dzielnicy mieszkaniowej Cleveland. Małe, obudowane winylowymi płytami domki, otoczone rozrzuconymi zabawkami, śmieciami i częściami samochodowymi, stoją w szeregu pod linijkę jak żołnierze na apelu. Flagi amerykańskie przyozdabiają drewniane ganki i małe trawniki. Czerwień, błękit i biel intensywnie odbijają się na tle szarego tła. Gdzieniegdzie żółte kokardki oplatają pnie nielicznych drzew. Wzdłuż drogi widnieją gęsto powtykane małe tabliczki z patriotycznymi hasłami: „Boże Pobłogosław Amerykę!” lub „Zatrąb, aby wesprzeć nasze wojsko!”
Te ogródki są wyrazem nastrojów Amerykanów wiosną 2003 roku. Od jakiegoś czasu Ameryka jest w stanie wojny z Irakiem. Po tygodniu spektakularnego bombardowania Bagdadu bitwa się skończyła, Saddam Hussein został pokonany, a społeczeństwo amerykańskie z zapartym tchem obserwowało, jak pomnik Husseina został zrzucony z cokołu i znieważony przez ludność Bagdadu. W dzielnicy Pani Haliny wszyscy są dumni z armii amerykańskiej i z wielkiej siły militarnej Stanów Zjednoczonych. Pojawia się wprawdzie pewna niejasność co do celów wojny z Irakiem, gdyż jedni mówią o wyzwoleniu mieszkańców Iraku, a inni mówią o okupacji Iraku, ale mieszkańcy tej robotniczej dzielnicy Cleveland nie mają czasu na niuanse. Ich żołnierze wygrywają wojnę, a oni są z tego dumni. Mój samochód wjeżdża w wąską uliczkę pełną gromadek dzieci w różnym wieku i o różnym kolorze skóry, które jak stada pszczół przemieszczają się między jezdnią a sąsiednimi ogródkami.
Myślami wybiegam do powstańczej Warszawy i jej młodych obrońców, jak Halina. Minęła już cała dekada od czasu, kiedy Polska zrzuciła jarzmo sowieckiej niewoli. Wiele wojennych wspomnień na temat Polskiego Państwa Podziemnego, Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego zalewając rynek wydawniczy w kraju. Zakazana prawda wybuchła ze wzmożoną siłą w sposób spontaniczny i chaotyczny. Tysiące artykułów, broszur, pisanych na maszynie kartek, ręcznie spisywanych notatek i wspomnień oraz pożółkłych zdjęć zaczęło krążyć z rąk do rąk wśród byłych żołnierzy Armii Krajowej.
Dopiero teraz garstka pozostałych jeszcze przy życiu obrońców Warszawy poznaje prawdziwe nazwiska swych towarzyszy broni z takich legendarnych formacji jak Batalion Zośka, Pegaz lub Grupa Radosława. Już same te nazwy brzmią uroczyście i inspirująco dla wielu Polaków. Nazwy tych formacji kojarzą się nam z równie miłymi polskiemu uchu nazwami dzielnic Warszawy, których broniły przed niemieckim atakiem: Mokotów, Śródmieście, Wola, Ochota, Stare Miasto, Żoliborz. Te pożółkłe kartki pamiętników wielbią każdą ulicę, każdy dom, każdy skrawek warszawskiej ziemi, który był światkiem tak wielu heroicznych śmierci młodych Warszawiaków w najtragiczniejszym momencie dziejów Warszawy.
Najbardziej wymowne są fotografie z tamtych dni. Z fotografii walczącej Warszawy uśmiechają się do nas piękne, szlachetne twarze, bijące szczęściem i entuzjazmem, nadzieją i dumą. Tysiące małych pożółkłych zdjęć paszportowych fascynujących twarzy ze starannie wykaligrafowanymi na odwrocie wojennymi pseudonimami, stopniami wojskowymi i nazwami ugrupowań Armii Krajowej przemawiają do nas bez słów.
Te twarze mają tak wiele wspólnego. Wysokie odsłonięte czoła przywołują na myśl silną osobowość i odwagę. Ale wyraz ich oczu mówi najwięcej. Wyrażają bezmierny ból i niepodważalną godność, świadomość czasów i świadomość celu, silną wolę i nieustępliwość, poczucie honoru, uczciwości i głębokiego humanizmu. Z wyrazu ich oczu wiemy, że nie spoczną, póki nie osiągną prawdziwej niepodległości, gdyż jest to jedyna droga do szczęścia i lepszej przyszłości Polaków.
Parkuję samochód przed drewnianą werandą jednego z małych szeregowych domków. Pokryta zmarszczkami twarz ukazuje się za szybą metalowych drzwi. Pani Halina wita mnie potakującym ruchem głowy i ostrożnie otwiera drzwi. „Dzień dobry” mówi i zaprasza do środka lekkim uśmiechem. Jej mała przysadzista postać niknie mi w mroku przepełnionego pokoju.
Wchodząc do środka, czuję na sobie przenikliwe spojrzenie pięknych głębokich oczu błyszczących spod wysokiego czoła z powiększonego czarno-białego zdjęcia paszportowego ustawionego nad kominkiem mrocznego pokoju. Pożółkłe papiery, książki, kasety i broszury najrozmaitszego rodzaju piętrzą się dookoła, pokrywając szczelnie wszystkie krzesła, kanapę i stół. Masa pamiętników, te z Powstania Warszawskiego i te żołnierzy Armii Krajowej, te Polaków wygnanych ze wschodu, te więźniów politycznych z czasów stalinowskich i te pracowników służb bezpieczeństwa, w tym zeznania z przesłuchań i rozpraw, no i cała masa najrozmaitszych zdjęć. Wszystko to pokrywa całą podłogę w sposób niemalże zorganizowany.
Wygląda na to, że Pani Halina dużo czyta, czyta wszystko, czyta, co tylko wpadnie jej w ręce, czyta intensywnie, niemalże połykając wszystkie te informacje. Jej przeszłość tak ją pochłania, że staje się jej teraźniejszością. Wskazując w kierunku stołu, zaprasza abym usiadła, pospiesznie przesuwając sterty papierów.
„Niczego nie żałuje!”
Oświadcza mi na wstępie. Jej słowa są zdecydowane i przekonywujące. Jej błękitne oczy przenikają mnie groźnie. „Fizyczne tortury i psychiczne męczarnie, pokazowa rozprawa i kara śmierci, oczekiwanie na śmierć oraz strata młodości w lochach stalinowskich — te wszystkie cierpienia nigdy nie podważyły mojej wiary w słuszność tego, co robiłam.” Zamyśla się na chwilę, po czym dodaje: „ Wiem, że zrobiłam, co do mnie należało”. Jej głos podnosi się lekko: „Walczyłam za wolność mojego kraju!” Po czym zasmuca się nieco: „Jedyne, czego żałuję, to tego, że za mało walczyłam, szczególnie w powstaniu.” Pochyla się i z góry papierów pokrywających podłogę z trudem wyciąga kilka kartek papieru.
„Proszę popatrzeć. To jest mój wyrok śmierci za działalność na szkodę Państwa Polskiego. O, tu!” Energicznym gestem kładzie przede mną pożółkłą kartkę. Rzucam na nią okiem. Jest datowana 23 sierpnia 1946 roku. Pani Halina oznajmia: „Wyrok został wydany przez Wojskowy Sąd Rejonowy”, jej głos grzmi nad moją głową. „Ten wyrok również pozbawił mnie na zawsze wszelkich praw publicznych oraz honorowych praw obywatelskich, a także orzekł przepadek wszelkiego mienia.” Pani Halina wyrzuca z siebie te wszystkie rewelacje jednym tchem i, wciskając mi do ręki pożółkłą kartkę maszynopisu, patrzy na mnie prowokacyjnie.
Mam przed oczyma słowa „karę ś m i e r c i” wystukane na urzędowej maszynie sześćdziesiąt lat temu. Czy jestem w stanie zrozumieć wagę tych słów, ich prawdziwe znaczenie wówczas, u szczytu stalinowskich prześladowań?
Wyrok Śmierci – Unieważniony
„A teraz proszę popatrzeć tutaj”. Pani Halina zamaszyście podaje mi następny dokument, ten z kolei datowany 6-go stycznia 1992 roku. „Jest to postanowienie sądu, które unieważnia mój wyrok śmierci z 1946 roku. Tak po prostu – unieważnia! Czyli krótko mówiąc, ten cały horror był po prostu błędem gdyż jednak działałam w najlepszym interesie Polski. O, tutaj, proszę popatrzeć!” Jej mała dłoń energicznie uderza w kartkę, gdzie widnieje słowo „unieważnia.” Rzucam okiem na uzasadnienie postanowienia:, „Ponieważ czyn przypisany Pani Zwingrodzkiej związany był z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego…” Pani Halina opada na krzesło, mocno wyczerpana. „I co pani na to?” Zwraca się do mnie, przenikając mnie wzrokiem.
Spoglądam na jednostronicowe postanowienie sądu z 1992 roku. Ostatni paragraf kończy się słowami: „co oznacza pełną rehabilitację Pani Zwinogrodzkiej” – ani słowa przeprosin…
„Dziś mało kto rozumie moje pokolenie”, mówi Halina w zadumie, patrząc gdzieś daleko przez okno. „Byliśmy pierwszym pokoleniem wychowanym w odrodzonej Polsce. Przed wojną nasze życie było szczęśliwe i proste. Chodziliśmy do kina, na koncerty, zabawy i bale, wyjeżdżaliśmy na wakacje, odwiedzaliśmy ogrody zoologiczne i parki zabaw. Cieszyliśmy się życiem. Ale kiedy przyszedł czas próby, stanęliśmy wszyscy bez wyjątku w obronie naszej ojczyzny. Przed wojną nigdy bym nie przypuszczała, że byliśmy tak bardzo świadomi naszego dziedzictwa, ale ból utraty Polski był tak wielki, że mówiąc krótko, nie warto było bez niej żyć.” Opuszcza głowę. Siwe, miękkie loki opadają jej na twarz, zakrywając zamglone oczy.
„Moje pokolenie przeżyło podwójny dramat”, wyjaśnia dalej. „Najpierw Hitlerowcy zabrali nam Polskę, a potem Sowieci nam ją zabrali. Mało kto rozumie, że ta druga okupacja była znacznie bardziej bolesna niż ta pierwsza. Różnica polegała na tym, że druga okupacja była prowadzona w białych rękawiczkach, z przyjacielskim uśmiechem na ustach. Ale pod tą słodką fasadą kryły się prześladowania znacznie bardziej okrutne i wyrafinowane. Niemcy chcieli tylko naszej ziemi, a Sowieci chcieli zniszczyć nas duchowo, zabić nasze poczucie tożsamości. Gdy nasi sprzymierzeńcy na Zachodzie świętowali zwycięstwo nad Niemcami, my, Polacy, stanęliśmy w obliczu kolejnej straszliwej okupacji, w której obcy najeźdźca buntował brata przeciw bratu.
Te słowa „druga okupacja” rezonują w moich myślach. Ja też stoczyłam wojnę z tą drugą okupacją, ale jakże bladą i zwyczajną w porównaniu z poświęceniem Haliny.
„Wasza odwaga i miłość do kraju”, zaczynam nieśmiało, „Wasza determinacja wówczas, w 1944 roku, stała się naszą inspiracją później w 1980 roku, w czasie powstania Solidarności”; dobieram ostrożnie słowa w zadumie nad naszym wspólnym doświadczeniem. „Wasze poświęcenie stało się naszym natchnieniem”, wyznaję po namyśle. „Wasza klęska zaowocowała naszym zwycięstwem”.
Halina przypatruje mi się z zakłopotaniem.
„Nie wiem zbyt dużo o Solidarności, ale podjęcie strajku czy udział w demonstracjach ulicznych to coś zupełnie innego niż stanąć do walki z profesjonalną armią niemiecką uzbrojoną po zęby w najbardziej nowoczesną broń, czołgi i bombowce”.
„Ma pani rację”. Potakuję skinieniem głowy.
Zamyślamy się obie przez chwilę.
„Czy bała się pani”? Przerywam nieśmiało ciszę.
„Nie! Nie bałam się”, odpowiada zdecydowanie. „Tylko byłam zła, byłam wręcz rozwścieczona do żywego, ale nigdy nie bałam się, gdyż nigdy nie miałam wątpliwości”.
Fragment pierwszego rozdziału książki o Halinie Zwinogrodzkiej Junak
Łączniczce Powstania Warszawskiego oraz
Działaczce WiNu skazanej przez komunistów na śmierć w 1946 roku
Autor: Maria Szonert Binienda
https://www.amazon.com/Null-Void-Poland-Comparative-Imperialism/dp/0761840281

